W Lizbonie...








Dzis, zgodnie z wczorajszymi planami pojechalismy do Parque das Nações. Czerwona linia metra zawiozla nas na koncowa stacje, Oriente. Nowoczesna stacja metra laczy sie tutaj z rownie nowoczesnym dworcem kolejowym i robi duze wrazenie...Wyjechalismy z zabytkowego centrum miasta, wjechalismy w przyszlosc:) Naszym celem bylo odwiedzenie oceanarium i Pawilonu Wiedzy. Obydwa obiekty mieszcza sie na terenie dawnej wystawy Expo z 1998 roku...Zaczelismy od "podwodnej przygody", ktora przeszla najsmielsze oczekiwania. Oceanarium, najwieksze w Europie, jest podzielone tematycznie pod wzgledem oceanow: Pacyfiku, Oceanu Indyjskiego, Atlantyku, Oceanu Arktycznego i Antarktydy. Mielismy okazje zetknac sie z flora i fauna, jakiej nie mamy okazji spotykac na co dzien.:) Niektore wprawily nas w niemale zdumienie, np. ta ryba. To nasz zdecydowany faworyt:) Pobyt w oceanarium byl naprawde relaksujacy, mozna byloby spedzic tam caly dzien...Dzielem przypadku byl zapewne fakt, ze nasz pokoj w hostelu nazwany zostal imieniem poetki Sophie de Mello Breyner Andresen - a w oceanarium wszedzie wisialy cytaty z jej dziel i poematow...:)
Kolejne ciekawe miejsce to Pawilon Wiedzy. Moglismy tam organoleptycznie sprawdzic rozne zjawiska fizyczne, matematyczne, a takze rozwiazac test na ukierunkowanie swojej plci. Niezla gratka byla przejazdzka rowerem po linie - sprawdzian grawitacji. Niestety, liczna dziatwa szkolna zaklocala spokojne upajanie sie wiedza:) Dzieci portugalskie rozbrykane jak wszystkie inne:)
Potem mala przejazdzka kolejka linowa nad brzegiem Tagu i rzut oka na gigantyczny most rozwieszony pomiedzy jego dwoma brzegami (rowniez zbudowany z okazji Expo'98).
Po poludniu wrocilismy do centrum, krotki relaks i znowu maly kurs po miescie - ostatni rzut oka na miasto. Wsiedlismy do legendarnego, zabytkowego tramwaju nr 28 i wyruszylismy w "trzesaca" podroz. Bylismy swiadkami niemalej awantury, kiedy to samochod zablokowal trase. Po dlugim czasie (pani
motorniczy?motornicza? wydzwaniala zawziecie), znalazla sie wlascicielka auta - komentarz Karolla "tylko baba mogla tak glupio zaparkowac"...Dojechalismy do konca trasy i poszukalismy jakiejs knajpki z zamiarem kolacyjnym. Skusila nas wystawa pelna mariscos - morskich stworzonek (zapewne oceanarium tak nam zaostrzylo apetyt:)) Po kolacji spacer po centrum - przypadkowo nieopodal Rossio natknelismy sie na dziwny lokal. Maly i oferujacy klientom jedyny rodzaj alkoholu - cos w rodzaju wisniowki, 23-procentowy napitek, podawany w malych plastikowych kubeczkach a la naparstek. Ginjinha rozgrzala nas nieco, bo chociaz w dzien bylo cieplo i slonecznie, wieczory juz chlodne...
Chcielismy przejechac sie takze slynna kolejka linowa - niestety - tu nie mielismy szczescia - remont i "przepraszaja, naprawia jak najszybciej". Wiec tym razem sie nie przejechalismy...
Nalezy tez napomknac o niezwyklym nalogu, jakiego nabawil sie Karoll - okazal sie pozeraczem kasztanow!!! Oczywiscie tych jadalnych, sprzedawanych prosto z paleniska i posypanych gruba sola. Mozna powiedziec, ze stracilismy fortune na kasztany. A przeciez najlepsze sa na placu Pigalle, a nie w Lizbonie:) Ponoc...
Wieczor w hostelu, mnostwo Anglikow (czemu nas to nie dziwi:)), piwko i...wspomnienia. Jutro trwoga, czy uda nam sie wyladowac w zamglonej na maxa Warszawie...

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home