Karoll i Iwo w podróży

Nasze zdjęcia ze wspólnych podróży... ----------------------------------------- Our travel photos...

niedziela, listopad 26, 2006

Vilamoura / Vila Real De Santo Antonio





W nocy w Vilamourze rozpetala sie burza z dziarska ulewa...Rano woda przyniosla wiele smieci i polamanych patykow. Ale w koncu zdecydowalismy sie na wyjscie z portu. Nie bylo latwo. Karfi przy glowkach portu wspinal sie na fale niczym smialy alpinista, a ocean przypominal grzbiety wysokogorskie. Dalismy rade po paru zrecznych manewrach. Na poczatku wiatr nie mogl sie zdecydowac na jakies powazniejsze akcje, ale potem, po postawieniu spinakera pomknelismy niczym strzala:) (rekord predkosci na mojej wachcie - 7.8 wezla - przyp. Iwo). Niestety, z uwagi na przestoj w Vilamourze musielismy zrezygnowac z przystanku w Faro - od razu kierowalismy sie ku ostatniemu, graniczacemu juz z Hiszpania portowi - Vila Real De Santo Antonio. Nocne podejscie do portu okazalo sie kleska, fala przyboju nie dala nam szans na spokojne zawiniecie. Byc moze dlatego, ze nie mielismy tak wspanialej eskorty jak w przypadku Lagos - delfiny towarzyszyly nam zwarta ekipa, pomimo wlaczonych silnikow...Tu delfinow nie bylo, byly za to klebiace sie fale, noc i zlowieszcze blyski burzy nad Afryka...Noc spedzilismy zakotwiczeni przy jakiejs hotelowej plazy. Bujalo okropnie, wiec trudno zaliczyc to do super odpoczynku. Rano nieco pomieci, sprobowalismy raz jeszcze sforsowac wejscie do portu. Tym razem, na fali przyplywu, udalo sie. Plynac w gore rzeki Rio Guadiana, bedacej naturalna granica z Hiszpania, dotarlismy do niewielkiej mariny. Rowniez nie bylo latwo, prad rzeki okazal sie jeszcze jedna przeszkoda na naszej drodze. Sniadanie - nasze ostatnie na Karfim, dzis sie rozstajemy. Wieczorem lapiemy autobus do Lizbony, gdzie zabawimy jeszcze dwa dni...
Tymczasem ostatnie porzadki w naszej kajucie, przygotowania do obiadu i maly spacer po miescie...znowu niedziela, wiec wiekszosc sklepow zamknieta. Ciekawostka - najwieksza ilosc tych otwartych to sklepiki z...recznikami i obrusami. Nie wiemy, czy to przypadek, czy miejscowa specjalnosc. Za rzeka widac juz Hiszpanie i graniczne miasto Ayamonte. Na rzece jest most w stylu siekierkowskim:) i regularnie kursujacy prom.
***
Ciezko nam bedzie sie rozstac z Karfim, choc ostatni, nocny rejs dal sie nam wszystkim we znaki. Mamy nadzieje, spotkac sie jeszcze na jakis szerokich wodach...Na razie zyczymy wszystkim przyszlym zalogom Karfiego, a przede wszystkim Kapitanostwu pomyslnych wiatrow i dziekujemy za zyczliwe przyjecie nas, choc na chwile, do swojej wodnej rodziny. Ahoj Karfi, do zobaczenia!