Vila Real De Santo Antonio / Lizbona









Tak wiec Karfi odplynal w ciezki rejs (80 mil do pokonania w dwa dni w trojke, uff:(((, a my pozostalismy na brzegu...samotni i opuszczeni:)) Przed nami bylo ok 4,5 h czekania na autobus do Lizbony...Najpierw posiedzielismy troszke na glownym placu miasteczka. Niestety, zrobilo sie dosc zimno i przenieslismy sie na bulwar kolo mariny. Czas dluzyl sie bezlitosnie. Godzine przed odjazdem skierowalismy sie na - szumnie nazwany - "terminal" autobusowy, ktory okazal sie miejscem niczym z Pcimia Dolnego - obskurna wiata, wrzeszczace malolaty puszczajace hity z komorek i zniszczona nawierzchnia asfaltu... Wreszcie (spozniony o 3 minuty) nadjechal nasz autokar. Kierowca, cmokajac bez przerwy, ruszyl w droge. Rozlokowalismy sie wygodnie, przykrywajac spiworem...bylo dosc chlodno. Miloby sie spalo, gdyby nie nagle Cmokajacy Kierowca nie wyrwal nas z objec Morfeusza...Okazalo sie, ze w Faro czeka nas przesiadka i polgodzinne czekanie na kolejny autobus do Lizbony. Nic o tym wczesniej nie wiedzielismy, wiec zaskoczenie bylo duze. Tak oto znalezlismy sie na malo reprezentacyjnym dworcu w Faro...brudno, smierdzace toalety, trupi poblask swiatla:) Na szczescie dalej obylo sie juz bez niespodzianek - okolo 5 rano autobus wtoczyl sie na most 25 kwietnia - ow wspanialy, czerwony most zawieszony nad Tagiem (do zludzenia przypomina Golden Gate)...Wyladowalismy na Sete-Rios, dworcu laczacym sie ze stacja metra Jardim Zoologico. Metro zaczelo prace od 6.30...znow troszke czekania i obserwacji, jak Lizbona budzi sie do zycia. Stolica Portugalii ma cztery linie metra, nazwane kolorystycznie:) - tak wiec jest linia czerwona, zolta, zielona i niebieska. Koszt jednorazowego przejazdu to 0,70 €. Pojechalismy linia Azul (niebieska) do konca, nastepnie linia zielona (Verde) jedna stacje do placu Rossio. Niedaleko mial znajdowac sie nasz hostel ...szybko go zlokalizowalismy i...obudzilismy biednego recepcjoniste:( Nasz pokoj nie byl jeszcze gotowy (mielismy byc o 17.00, a byla 7 rano!), zostawilismy wiec plecaki i ruszylismy w miasto. Do 12.00 mielismy juz dosyc. Po powrocie tylko prysznic i lozko...Musielismy byc bardzo zmeczeni - z przerwami spalismy do 20.00 (21 polskiego czasu). Wyruszylismy na jakies zarelko. W okolicy, w dzielnicy w jakiej sie znajdujemy - Baixa na granicy z Bairro Alto - az roi sie od licznych restauracyjek z lokalna, tradycyjna kuchnia portugalska. Ugoscil nas Estibordo - ryz z owocami morza i omlet z krewetkami byl estava delicioso - czyli po prostu pyszny:) Na nasze nieszczescie pogoda w Lizbonie jest rozpaczliwie placzliwa - pada w ilosciach przewyzszajacych norme. W hostelu mamy darmowy internet, piwo po niewygorowanej cenie...a i sama atmosfera jest ok. Jutro w planach male zwiedzanie miasta, jesli sie uda, chcemy dotrzec do Parque das Nações

1 Comments:
Ledwo wrocilem z podrozy do Hiszpanii i Portugalii. Rozpoznaje miejsca na Waszych zdjeciach!
Pozdrawiam serdecznie!
Prześlij komentarz
<< Home