Karoll i Iwo w podróży

Nasze zdjęcia ze wspólnych podróży... ----------------------------------------- Our travel photos...

piątek, listopad 17, 2006

Sines / Lagos





Zacznijmy od tego, ze chwile po "zwodowaniu" naszej ostatniej notki rozpadalo sie na dobre. Siedzielismy w zacisznej biblotece miejskiej, bardzo nowoczesnej (jej architektura kontrastowala z reszta miasteczka)-a po jej szklanych scianach splywaly fale wody...Myslelismy wowczas, ze to przelotny deszcz. Troche przejasnialo, wiec powedrowalismy pozwiedzac miasto. Wstapilismy do restauracyjki na piwo i cos cieplego. Chlopaki zamowili regionalna zupe Açorda a Alentejana...Nigdy jej nie zamawiajcie:) Jest to cos a la nasza polska wodzianka, z duzym plusem dla polskiej zupy pod wzgledem przypraw. Trudno bylo zachwycic sie woda z oliwa i rozmoczonym chlebem w towarzystwie bladego oka jajka plywajacego w glinianej misce. Jedynym milym akcentem byla delikatna won czosnku...Natomiast rewelacyjne byly ciasteczka z kawa w pobliskiej pastelerii, jakich tu w Potugalii sa tysiace. Jest to rodzaj cukiernii-mozna tu wypic kawe i wybierac w tysiacu roznych slodkosci...Portugalczycy uwielbiaja wpasc tu w porze sjesty i nie stronia tez od takich dodatkow do ciastka jak np. koniaczek...
Wieczorem rozpadalo sie na dobre, a w nocy przyszla burza. Musielismy przeczekac noc w oczekiwaniu na lepsza aure. Rzeczywiscie, rano sie przejasnilo i zaraz po sniadaniu ruszylismy.
Wyraznie sie rozpogodzilo, ale fala byla jeszcze zacna. Plynelismy srednio 5-6 wezlow. Niestety nie dane bylo nam tego dnia aktywnie uczestniczyc w zyciu zeglarskim. Choroba morska nie oszczedzila i nas. Prawie caly dzien spedzilismy snujac sie po jachcie niczym zjawy, polegujac i wykonujac mniej prozaiczne czynnosci zwiazane z "morska grypa";)
W nocy po kilku przygodach (bohaterski Krzysztof uratowal kotwice) dotarlismy na boje przy Lagos. W oddali, gdzies juz nad Afryka, majaczyla leniwie burza...Rano zawitalismy do nowoczesnej i rozleglej mariny...Teraz zwiedzamy miasto w promieniach slonca (w nocy minelismy Przyladek Cieplych Gaci - Cabo St. Vincent - jak wiesc zeglarska glosi - od tego momentu mozna zaczac sie wygrzewac:))
Jutro ruszamy w kierunku Portimao...