Lagos




Caly wieczor wloczylismy sie po Lagos. Duzo Angoli i wlasciwie wszystko nastawione na nich. Dosc drogo, ale male piwo mozna zdybac juz za 1 euro... Duzo klimatycznych knajpek, sklepow z winami i pamiatkami. Pogoda dosc kaprysna, jak to ponoc zwykle tutaj jesienia- przelotne deszcze, potem slonce. W nocy znowu troche padalo, ale rano, jakby w nagrode, wyszla piekna tecza...
***
W centrum Lagos jest niewielki pomnik Dom Sebastiao-przypomina kosmonaute i niektorzy ponoc rzeczywiscie mysla, ze jest to jakis spaceman:) W rzeczywistosci jest to XVI w. chlopiec, ktory w wieku 14 lat stal sie krolem (1568) i ustanowil Lagos miastem w 1573. Pozniej zaginal podczas walk z muzulmanami w Maroku. Poniewaz jednak nikt nigdy nie potwierdzil jego smierci, Portugalczycy do dzis nadal wierza, ze Dom Sebastiao zyje i wroci w ktorys mglisty dzien...
***
Schronilismy sie przed deszczem nieopodal pierwszego ponoc w Europie (1441) targu niewolnikow przywozonych tu z Afryki...Wzdluz bulwaru mnostwo pomnikow krolow i odkrywcow, ruiny fortu...
Po sniadaniu deszcz powrocil ze zdwojona sila. Nie zrezygnowalismy jednak ze spaceru nad Atlantyk. Piasek na plazy tutaj ciezki, zolto-czerwony, kryje mnostwao ladnych, duzych muszelek. Woda w oceanie cieplejsza niz w Baltyku (w sierpniu:)) W polowie drogi zlapala nas ulewa. Znalezlismy przytulisko w plazowym barze z przepieknym widokiem na zatoke, niestety, cala skapana w deszczu...
W drodze powrotnej wstapilismy na dworzec-nowoczesny i blisko mariny. Pociagi niestety spalinowe, bardzo halasuja i ... smierdza. Nie zauwazylismy zadnej trakcji, byc moze jest tak wszedzie...
Po powrocie do mariny znow sie rozpadalo. Chwile poczekalismy i decyzja - ruszamy dalej. Najpierw maly rejs wzdluz wapiennych klifow-fantastyczne ksztalty wylaniaja sie prosto z wody. Pozniej - kierunek wschod...

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home