Droga na poludnie / Sines



Wieczor 12 pazdziernika spedzilismy w Cascais. Krotka wloczega po miasteczku i powrot na Karfiego. Decyzja - jest wiatr - ruszamy dalej. Cala noc zeglujemy. Karoll na wachcie od 8 wieczor do polnocy...Wiatr raczej nas nie rozpieszcza - maksymalna predkosc to ok 5 wezlow. Ale byle dalej do przodu. Jestesmy na wachcie od 8 rano (9 czasu polskiego). Mamy duzo szczescia. Jest jako taka predkosc i odwiedza nas cala lawica delfinow! Nie wiemy ile jest ich dokladnie, ale klebia sie dookola lodki w wielkich ilosciach. Podziwiamy ich harce, zwinnosc i oble piekno:)
Niestety, przy ich szybkich ruchach trudno bylo o uwiecznienie na fotografii. Na szczescie oko kamery bylo bardziej skuteczne i mamy krotki film. Niemniej bylo to niezapomniane przezycie.
Plyniemy. Zycie jachtowe toczy sie swoim rytmem. Teraz raczej leniwym przy tej sile wiatru. Drzemka na pokladzie jachtu...Ok. 15.00 rezygnujemy z czekania na lepszy wiatr, zapuszczamy silnik. Wkrotce na brzegu majaczy bialawy kontur ladu. Gdzies okolo 18 lokalnego czasu jestesmy w malym porcie Sines. Miasto siega swoja historia XII wieku. Tutaj urodzil sie wielki portugalski odkrywca i zeglarz Vasco da Gama. Mozemy podziwiac pozostalosci murow obronnych i armaty na wzgorzach miasta...
Marina w ktorej cumujemy, az pachnie nowowscia. Oczywiscie wszystko dotowane z Unii. Czysciej tu niz w Lizbonie, super czyste toalety i prysznice. Az milo sie odswiezyc. Ponadto jestesmy ponoc pierwsza jednostka z Polski, ktora tu zawitala. Czyli przecieramy szlaki:)
Zatrzymamy sie tu do jutra czyli lacznie dwie noce...Potem znow dalej na poludnie, w poszukiwaniu slonca i cieplejszego klimatu. Teraz mamy pogode znosna, nie pada, ale jest dosc wietrznie. Niby optymistycznie dla zeglarzy - wiatr...co z tego - dmucha nam nie z tej strony, z ktorej bysmy sobie zyczyli. Trzeba wiec bedzie ostro halsowac....:)

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home